Regarder en ligne Laetitia 2160p

Amoris Laetitia

W poprzednim roku mocno komentowane były prace synodów biskupów katolickich o rodzinie. Dyskutowano najgoręcej o tym, że papież rozluźni dyscyplinę kościelną w sprawie komunii świętej rozwodników żyjących w powtórnych związkach, zwracano uwagę na przesunięcie punktu ciężkości w nauczaniu ku sytuacjom nietypowym i kontrowersyjnym, zbyt słabo doceniając rodzinę chrześcijańską. Z tym większą ciekawością przeczytałam adhortację Amoris Laetitia papieża Franciszka, będącą niejako zebraniem i przekształceniem prac synodu w papieski dokument duszpasterski.

Nie jest moim celem szczegółowe omówienie tekstu adhortacji. Ten, kto po ten dokument sięgnie, zrozumie dlaczego – papież obszernie porusza dużą liczbę tematów: jest tam zarówno przypomnienie doktryny katolickiej, urocza analiza tematu miłości międzyludzkiej, jak i wiele różnorodnych wskazań duszpasterskich.

Styl papieża jest jego wizytówką – dokument czyta się jak list od przyjaciela, nie jak formalne ujęcie prac doktrynalnych. Stąd zapewne dosyć skrajne komentarze katolickich publicystów i komentatorów – dla jednych adhortacja jest „przegadana”, dla innych zawiera nowe otwarcie duszpasterskie, zbliżające do siebie członków Kościoła.

Patrząc oczami szeregowego wiernego Kościoła katolickiego pozwolę sobie wyciągnąć z tej bogatej makatki choć kilka nitek, nadających tekstowi adhortacji jego niepowtarzalną kolorystykę.

Małżeństwo i rodzina jako projekt

Punktem odniesienia papieża w rozważaniach o małżeństwie i rodzinie zawsze jest małżeństwo chrześcijańskie, które jest – proszę nie zniechęcać się przydługą i mało romantyczną z pozoru definicją – „odzwierciedleniem jedności miedzy Chrystusem a Jego Kościołem, realizuje się w pełni w jedności mężczyzny i kobiety, którzy oddają się sobie nawzajem w wyłącznej miłości i dobrowolnej wierności, należą do siebie aż do śmierci i są otwarci na przekazywanie życia, uświęceni sakramentem, który udziela im łaski, aby stawali się Kościołem domowym i zaczynem nowego życia dla społeczeństwa[1] ”. To ustawia optykę innych papieskich rozważań, które czytane wybiórczo mogą sugerować rozmycie nauczania Kościoła. To właśnie rodzina chrześcijańska, ze swoimi cieniami i blaskami jest fundamentem wspólnoty Kościoła. Cały tekst papieża jest przeniknięty zrozumieniem rzeczywistości rodziny, uświęceniem najdrobniejszych gestów małżonków i dowartościowaniem codziennych relacji rodziców i dzieci.

„Dlatego nigdy nie należy kończyć dnia bez pojednania w rodzinie. „A jak mam się jednać? Na kolanach? Nie! Wystarczy mały gest, mała rzecz, i wraca zgoda w rodzinie. Wystarczy pieszczota, bez słów. Lecz niech nigdy dzień rodziny nie kończy się bez pogodzenia się[2] ”.

Jednocześnie Franciszek niezwykle realistycznie postrzega małżeństwo z jednej strony jako miejsce, w którym rozwija się miłość, ta z Hymnu o miłości św. Pawła[3]. a z drugiej jest przyjaźnią, pozwalającą budować wspólny projekt. jakim jest rodzina.

„Oprócz miłości, która jednoczy nas z Bogiem, miłość małżeńska jest „największą przyjaźnią”. Jest to związek, który ma wszystkie cechy dobrej przyjaźni: dąży do dobra drugiej osoby, wzajemności, intymności, czułości, stabilności i podobieństwa między przyjaciółmi, które buduje się poprzez wspólne życie. Małżeństwo jednak dodaje do tego wszystkiego nierozerwalną wyłączność, która wyraża się w stabilnym projekcie dzielenia i wspólnego budowania całego życia.[4]

W ten sposób papież trafnie diagnozuje jedną z przyczyn rozpadu małżeństwa, są nimi według niego „zbyt wysokie oczekiwania dotyczące życia małżeńskiego[5] ”.

„Gdy ukazuje się rzeczywistość, bardziej ograniczona i problematyczna niż ta, o której się marzyło, rozwiązaniem nie jest szybkie i nieodpowiedzialne myślenie o separacji, ale podjęcie małżeństwa jako procesu dojrzewania, w którym każde z małżonków jest narzędziem Boga, aby dopomóc do wzrostu drugiego. (…) Być może największym zadaniem mężczyzny i kobiety w miłości jest to, aby uczynić siebie nawzajem bardziej mężczyzną i bardziej kobietą. Przyczynić się do rozwoju i pomóc drugiej osobie ukształtować się w swojej własnej tożsamości. Z tego względu miłość jest dziełem dokonywanym osobistym zaangażowaniem.[6]

Cytat ten pochodzi z fragmentu o przygotowaniu przedmałżeńskim, którego obszerność świadczy o tym, jak mocno papież dostrzega wagę tego momentu życia przyszłych małżonków, jako determinującego jakość małżeństwa, a może i jego trwałość.

Tekst adhortacji przeniknięty jest muzykalnością rozwoju i działania. Opisując poszczególne chwile małżeńskiej i rodzinnej rzeczywistości papież nie tylko zapala nad każdą jej minutą reflektor wiary, ale także podkreśla konieczność nieustannego jej dynamizowania i rozwoju. Franciszkowy obraz małżeństwa i rodziny to aktywność – pomysły na okazywanie sobie uczucia, gesty wrażliwości, twórcze kryzysy, walka o jedność (ale nie jednolitość), budowanie komunikacji.

„Miłość, która się nie rozwija, jest narażona na ryzyko, a możemy się rozwijać odpowiadając na Bożą łaskę poprzez większą liczbę aktów miłości, częstsze akty miłości, bardziej intensywne, bardziej hojne, bardziej delikatne, radośniejsze[7]

Przyjęcie wizji małżeństwa i rodziny jako projektu pozwala papieżowi wskazać istotę miłości: „miłość, jaką sobie przyrzekamy, wyrasta ponad wszelkie emocje, uczucia czy stan ducha, chociaż może je zawierać. Jest to głębsza miłość, z decyzją serca, która obejmuje całą egzystencję. Tak więc, w samym środku nierozwiązanego konfliktu, i choć wiele uczuć mieszanych krąży w sercu, każdego dnia utrzymuje się decyzja o miłości, przynależności, o dzieleniu całego swego życia oraz o dalszym miłowaniu siebie i przebaczaniu sobie nawzajem”

Adhortacja przepojona jest duchem radości. „Każdą kobietę w ciąży pragnę z miłością prosić: dbaj o swoją radość, niech nic ci nie odbiera wewnętrznej radości macierzyństwa [8] ”. „Bóg kocha radość swoich dzieci [9] ” – w innym miejscu pisze papież. Temat radości w tym dokumencie zasługuje na odrębne opracowanie, dość w tym miejscu powiedzieć, iż papież nie postrzega jej infantylnie, jako coś w rodzaju zadowolenia i przyjemności. Zakorzenia ją natomiast w dawaniu („nie ma większej radości niż dzielenie dobra [10] ), zauważa, że „radość odnawia się w cierpieniu [11] ” oraz stwierdza, że „niewiele jest tak głębokich i świątecznych ludzkich radości, jak wówczas, kiedy dwoje ludzi, którzy kochają siebie nawzajem, razem zdobyło coś, co ich kosztowało wiele wspólnego wysiłku.[12] ”

Sakrament małżeństwa

„Chcę powiedzieć ludziom młodym, że nic z tego nie ulega osłabieniu, gdy miłość przyjmuje formę instytucji małżeństwa [13] ”

Żeby zrozumieć katolicką naukę związaną z sakramentem małżeństwa trzeba wejść w pewną przestrzeń, która zakłada, iż to, co widzialne nie jest jedynym wymiarem rzeczywistości. Sakrament małżeństwa w tym sensie nie będzie nigdy tylko celebracją czy umową. Papież spośród teologicznych zawiłości wydobywa praktyczny wymiar sakramentalności małżeństwa – jest nią pomoc małżonkom w realizacji swojego projektu. W rozumieniu nauczania Kościoła sakrament jest łaską, która czyni małżeńskie i rodzinne zobowiązania łatwiejszymi do uniesienia.

„Młodzi ludzie ochrzczeni powinni być zachęcani, by nie wahali się wobec bogactwa, jakie ich planom miłości zapewnia sakrament małżeństwa, silni wsparciem, jakie otrzymują z łaski Chrystusa i możliwości pełnego uczestnictwa w życiu Kościoła[14]

Rozważając kwestie duszpasterskie dotykające osób, które nie są małżonkami chrześcijańskimi papież odwołuje się do „prawa stopniowości” św. Jana Pawła II, z którego nie wynika relatywizm, a towarzyszenie w stopniowym rozwoju w poznawaniu, miłowaniu i czynieniu dobra moralnego[15]. Osią traktowania tzw. sytuacji nieregularnych papież czyni ideał małżeństwa chrześcijańskiego i jasny przekaz, jakie sytuacje nim nie są. Jednocześnie jednak nobilituje rozeznanie duszpasterskie, które pozwala przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności ocenić każdy przypadek z osobna i ewentualnie stwierdzić, czy istnieją jakieś okoliczności łagodzące[16]. Komplementarnie zwraca Franciszek uwagę na rolę ludzkiego sumienia w praktyce Kościoła. Nie można tego uznać jako furtki dla dowolnej interpretacji w sumieniu sytuacji, „które obiektywnie odbiegają od naszego rozumienia małżeństwa[17] ”. Zdanie to należy interpretować mając na uwadze całość tekstu adhortacji, która opisuje cały „wspólnotowy” system wzajemnego duszpasterstwa, w tym kształtowania sumienia wiernych.

Pozostając w kontekście przywracania Kościołowi realnej wspólnotowości, Papież przypomina iż: „na mocy sakramentu małżeństwa każda rodzina staje się dobrem dla Kościoła, ze wszystkimi tego skutkami. W tej perspektywie z pewnością cennym darem dla Kościoła będzie dzisiaj rozważenie wzajemnego oddziaływania rodziny i Kościoła: Kościół jest dobrem dla rodziny, rodzina jest dobrem dla Kościoła. Strzeżenie sakramentalnego daru Pana spoczywa nie tylko na pojedynczej rodzinie, ale także na całej wspólnocie chrześcijańskiej [18] ”.

Wszystkie ręce na pokład

Papież w Amoris Laetitia daje mocny przekaz: Kościół musi być bliżej ludzi, członkowie wspólnoty muszą być bliżej siebie nawzajem. Wspólnotowość jest narzędziem, pozwalającym na rozwój wszystkich wiernych, a zwłaszcza chrześcijańskich rodzin. Franciszek widzi potrzebę swoistej „decentralizacji” – intensywnego działania misyjnego parafii, stowarzyszeń, ruchów, instytucji, duszpasterzy[19]. Specyfika sytuacji małżeństwa i rodziny wymaga w czasach, które są niewątpliwym wyzwaniem dla chrześcijańskiego modelu szukania rozwiązań, które pozwolą skuteczniej zapobiegać kryzysowi tej instytucji. W praktyce papież chce większego zaangażowania np. doświadczonych małżeństw, w celu pomocy w przygotowaniu przedmałżeńskim i na późniejszych etapach (towarzyszenie w kryzysach). Dostrzega konieczność konkretnego wsparcia rodzin przez duszpasterzy.

Można określić papieską adhortację jako „duszpasterstwo więzi”. W wizji Franciszka „chodzi o włączenie wszystkich[20] ”. Papież wzywa wiernych do wyjścia ze swojej indywidualistycznej strefy komfortu:

„Jezus oczekuje, abyśmy zrezygnowali z poszukiwania osobistych lub wspólnotowych środków ochronnych, pozwalających nam zachować dystans w stosunku do istoty ludzkiej udręki, tak abyśmy rzeczywiście chcieli wejść w kontakt z konkretnym życiem innych i poznali moc czułości. Gdy to czynimy, życie zawsze nam się komplikuje.[21] ’”

Franciszek wyważa tutaj dwie kwestie – jasne i konsekwentne wyrażanie obiektywnej nauki Kościoła[22] i ideału Ewangelii przy jednoczesnym podjęciu ryzyka „pobrudzenia się ulicznym błotem [23] ”. Boża pedagogika każe tu papieżowi przywołać obraz Jezusa jako dobrego pasterza wszystkich owiec i wezwać „do życia miłosierdziem [24] ”.

Tylko rzeczywiście realizowana taka wspólnotowość pozwoli na realizację konsensusu synodalnego: „by podejść duszpastersko do osób, które zawarły małżeństwo cywilne, rozwiedzionych żyjących w nowych związkach, lub które jedynie mieszkają razem, obowiązkiem Kościoła jest ukazanie im Bożej pedagogii łaski w ich życiu i dopomożenie im w osiągnięciu pełni planu Boga, co jest zawsze możliwe z mocą Ducha Świętego [25] ”.

Kościół fascynujący

„Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13, 4-7).

To najczęściej czytany tekst z Pisma Świętego podczas liturgii małżeńskiej. Co w jego treści sprawia, że jest dla ślubujących atrakcyjny i poruszający? Być może to to „pragnienie prawdziwej miłości” Samarytanki, o której pisze Franciszek, do której trafiło kierowane przez Jezusa słowo „aby ją uwolnić z tego wszystkiego, co zaciemniało jej życie i doprowadzić ją do pełnej radości Ewangelii[26] ”.

Pewna mądra młoda kobieta powiedziała mi, że „Kościół powinien fascynować ”, bo ma w sobie wszystko, co pociąga, często pozostające jednak w ukryciu. Fascynować może Kościół, w którym wierzący autentycznie i w spójny sposób głoszą kerygmat przez wierzących. Papież wspomina o niewykorzystanych przez duszpasterzy momentach dla głoszenia go parom, które po ślubie zniknęły z Kościoła, a odwiedzają go przy okazji chrztu dziecka, Komunii św. pogrzebów lub ślubów[27]. „Również w sercu każdej rodziny musi rozbrzmiewać kerygmat, przy każdej okazji stosownej i niestosownej, aby oświetlał drogę (…) aby rodziny były równocześnie Kościołami domowymi i ewangelicznym zaczynem w społeczeństwie.[28] ”

Tekst adhortacji może się niektórym wydawać przegadanym nieco, optymistycznym poradnikiem, pisanym z wyczuwalną miłością do Boga i świata. Wielość opisywanych działań jest tak bogata, że czytając tekst, nie sposób się oprzeć wrażeniu, że jest rodzajem pozytywnego „rachunku sumienia”, a raczej: „planem sumienia”, zachęcającym każdego członka Kościoła, niezależnie od stanu do podjęcia w swoim życiu konkretnych działań. A jednak papież porywa swoim entuzjazmem, pociąga kreśloną wizją wspólnoty niedoskonałej, ale pozostającej blisko Chrystusa.

Nasza nauka o małżeństwie i rodzinie musi nieustannie inspirować się i zmieniać w świetle tego orędzia miłości i czułości, aby nie stała się jedynie obroną jakiejś zimnej i nieżyciowej doktryny. Nie można bowiem w pełni zrozumieć tajemnicy rodziny chrześcijańskiej inaczej, jak tylko w świetle nieskończonej miłości Ojca, która objawiła się w Chrystusie, który oddał się za nas aż do końca i żyje pośród nas. Dlatego chciałbym ukazać Chrystusa obecnego w tak wielu historiach miłości i przyzywać ognia Ducha Świętego dla wszystkich rodzin na świecie [29] ”.

„To nie reforma zasad, a reforma Kościoła[30]

Adhortacja Amoris Laetitia pokazuje, że wiele głosów krytykujących synod i papieża za zbytnią elastyczność doktrynalną martwiło się przedwcześnie. Podobnie jak w przypadku niedawnej reformy procesów małżeńskich papież nie liberalizuje przepisów, a umieszcza je w nowej, czy też może bardziej precyzyjnie ujmując – nacechowanej swoją osobowością optyce miłosierdzia, towarzyszenia, wspólnotowości, czułości, a zarazem stanowczości.

Papież nie ucieka przed rzeczywistością i problemami, z którymi poszczególnym wierzącym i całemu Kościołowi przychodzi konfrontować się na co dzień. Wielokrotnie jednak podkreśla, iż „letniość, wszelkie formy relatywizmu lub przesadny szacunek, z jakim się go proponuje, byłby brakiem wierności Ewangelii, a także brakiem miłości Kościoła.[31] ” Papież wie, co w rodzinie jest ważne, zna rzeczywistość rodzin, nawet tę najbardziej wydawałoby się banalną i rutynową. Uhonorował codzienne, comiesięczne, coroczne i te życiowe kryzysy, zachęcając do zaproszenia do nich Chrystusa i twórczego ich przeżycia.

Tekst adhortacji na nowo czyni w Kościele „rewolucję miłosierdzia ”. Miłosierdzie według Franciszka jest „kryterium pozwalającym zrozumieć, kim są Jego prawdziwe dzieci.[32] ” I ponieważ „to my najpierw doznaliśmy miłosierdzia[33] ” jesteśmy wezwani do życia nim.

„Miłosierdzie to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie. Miłosierdzie jest podstawowym prawem, które mieszka w sercu każdego człowieka, gdy patrzy on szczerymi oczami na swojego brata, którego spotyka na drodze życia. Miłosierdzie to droga, która łączy Boga z człowiekiem, ponieważ otwiera serce na nadzieję bycia kochanym na zawsze, pomimo ograniczeń naszego grzechu.[34] ”.

Nie romantyczny pacyfista, nie infantylny ekolog – Franciszek to człowiek, który idzie do obozu uchodźców, myje nogi więźniom i rozdaje watykański majątek ubogim. Przez pryzmat konkretów należy czytać każde słowo adhortacji Amoris Laetitia.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.
22 kwietnia 2016
Fot.Eryk Mistewicz